Justyna Piszczyńska

Günter Grass w krytyce medialnej ostatnich lat

Günter Grass swego czasu powiedział, że bycie kontrowersyjnym sprawia mu przyjemność.
I właśnie za osobę kontrowersyjną jest on postrzegany. Zarówno w roku 2002 po wydaniu jego noweli „Idąc rakiem” jak i w 2006 autobiografii „Przy obieraniu cebuli” zarzucano pisarzowi, że dąży do łamania tabu, czy umyślnie stara się zrobić zamieszanie wokół własnej osoby, co spowoduje przy tym, że dzięki popularności w mediach czy poprzez skandal zarobi jeszcze więcej na sprzedaży swoich książek.
Zarówno po ukazaniu się noweli jak i autobiografii doszło do wielkich sporów, dyskusji na łamach dzienników, gazet czy też w telewizji i radio. W sierpniu 2006 roku Grass był- kolokwialnie mówiąc- znowu na topie. W pierwszych tygodniach po przyznaniu się Grassa do służby w Waffen-SS próbowano postawić pod znakiem zapytania jego cały dorobek literacki jak i obywatelskie zaangażowanie trwające już dziesiątki lat. Po ukazaniu się autobiografii zapanowała irytacja, zarówno w Niemczech, jak i w Polsce, ale wynikała ona tak naprawdę z nieznajomości książki. Większość osób kierowało się tym, co gdzieś przeczytało, czy usłyszało. Nie da się ukryć, że media mają jednak teraz ogromny wpływ na opinię publiczną, a ponieważ media nie były zbyt przychylne Grassowi, to i opinia nie pozostawiała suchej nitki na pisarzu.
Zacznijmy jednak od roku 2002…
W tym roku nowela „Idąc rakiem” zajęła czołowe miejsca list bestsellerów, a już po tygodniu od jej wydania sprowokowała żywą dyskusję na temat stosunku literatury niemieckiej do przeszłości Niemiec. Po wydaniu noweli niektórzy publicyści, również w Polsce zarzucali Grassowi, że opisując tragedię „Gustloffa” dał on argumenty tym osobom, które próbują przekłamać historię, mówiąc o Niemcach jako o ofiarach wojny. Grass twierdził, że ta powieść to właśnie próba odebrania argumentów prawicowym radykałom. Tragedia „Gustloffa” powinna być postrzegana jako wielkie nieszczęście, a nie jako zbrodnia wojenna. Pisarz chciał tym samym złamać tabu- tym właśnie był dla niego problem ucieczki i wypędzeń Niemców. Stematyzował tą kwestię, gdyż nie chciał, aby prawicowcy to zrobili za niego. Jednakże Grass tylko po części przełamał tabu milczenia wokół niemieckich cierpień, gdyż już od wielu lat dużo rozmawia się o wypędzeniach, nie brakuje też książek dokumentalnych o „Wilhelmie Gustloffie”.
„Idąc rakiem” Grassa dało nowy impuls do dyskusji, którą zapoczątkował już w roku 1997 niedawno zmarły pisarz niemiecki Sebald, który zarzucał powojennej literaturze niemieckiej, że przemilczała okres najnowszej niemieckiej historii. Grass swoją powieścią zyskał tyle samo zwolenników, co przeciwników. Zarzucono jemu relatywizację historii, ale sam Grass jednak nigdy nie twierdził, że Niemcy nie ponoszą odpowiedzialności za wypędzenia i nie zaprzestał mówić o winie narodu niemieckiego, która nigdy nie zostanie zapomniana. To właśnie on przypominał, że to Niemcy rozpoczęli wypędzenia i to była cena, jaką musieli zapłacić za niesprawiedliwość II wojny światowej. Co nie znaczy, że Niemcom nie wolno boleć nad losem zabitych, zgwałconych czy pozbawionych stron rodzinnych- i to współczucie nie musi oznaczać postawy rewanżystowskiej. Przeciwnie- Grass jak i jego zwolennicy twierdzili, iż to właśnie przemilczanie niemieckich ofiar II wojny światowej prowadzi do wypaczeń pamięci. Obrońcy dzieła Grassa z Sebaldem na czele twierdzili, że pisarze w Niemczech za bardzo nastawieni są na analizę niemieckiej winy a nie poruszają tematów, które są równie ważne, czyli cierpienia niemieckiej ludności cywilnej, naloty aliantów oraz wypędzenia z Prus Wschodnich czy Dolnego Śląska. „Luka w literaturze rozrasta się do próżni w głowach” głosił Sebald na swoim wykładzie w Zurychu. Niemieccy intelektualiści pokolenia Grassa i niemiecka lewica uważali, że wspominanie tragedii „Gustloffa” i Drezna nieuchronnie doprowadzi do relatywizacji Oświęcimia, zaprzeczania winie i do ciągot rewanżystowskich, a te zgubiły już republikę weimarską.
Należy jednak postawić pytanie, czy literatura jest w stanie odpracować te zaniedbane tematy? Pisarz starał się nadrobić półwieczne zaniedbanie i pytał swoich przeciwników, czy wypieranie z pamięci i obłożenie cierpień niemieckiej ludności tabu przez lewicę zaszkodziło rozliczeniom z przeszłością…
Grass został przyjęty stosunkowo dobrze, choć recenzje powieści były dość krytyczne. Jako osoba dość często obecna w niemieckich mediach, jako autorytet był zawsze atakowany i surowo oceniany, czy to dotyczyło jego dzieł literackich, czy zaangażowania politycznego i jego publicznych wystąpień, na których nigdy nie szczędził gorzkich słów skierowanych do polityków czy ogólnie do społeczeństwa niemieckiego. Wg wielu recenzentów opowiadanie nie posiada tonu moralizatorskiego i politycznej poprawności, za co nowela, a zatem sam Grass otrzymał wysokie oceny. Odtąd można było usłyszeć głosy, iż Grass jest postrzegany jako zbiorowy terapeuta, który odważył się rozprawić z tabu niemieckiej lewicy i z samym sobą. Pisarz wystawił pouczającą sztukę na temat polityki historii. Można było też usłyszeć głosy, iż książka Grassa ukazała się o wiele lat za późno, aby coś istotnie zmienić. Pisarze, którzy odważyli się już przed Grassem pisać o cierpieniach Niemców, tacy jak Kempowski, Bienek czy Ossowski dowodzą, że Grass nie do końca ma prawo postrzegania siebie jako osoby, która po raz pierwszy publicznie porusza temat Niemców jako ofiary, co swego czasu zresztą sam odsuwał na dalszy plan, gdyż twierdził, że w obliczu niemieckich zbrodni wspomnienie o niemieckich ofiarach jest nieadekwatne. Prawdą jest jednakże, że literatura wcześniejsza nie przyczyniła się jednak do tak istotnych zmian w myśleniu na temat wypędzenia, jakie są udziałem książki Güntera Grassa. Dyskusja ta uczy nas, że do tej niemieckiej normalizacji, która właśnie nastąpiła należy jeszcze element przystąpienia Niemców do międzynarodowej kultury ofiar.
W sierpniu 2006 roku Grass po raz kolejny dał o sobie znać i wywołał, jak niektórzy nazywali „burzę w szklance wody”. Będąc ironicznym można by powiedzieć, że Grass czasem znika na jakiś czas z życia mediów, by później z wielkim impetem znów się pokazać. W debacie, czy jak w niektórych mediach odważono się mówić w skandalu dotyczącym służby Grassa w Waffen-SS, o czym było głośno nie tylko w Niemczech, ale i w Polsce, Europie Zachodniej a nawet za Oceanem wiele osób zabrało głos, doszło po raz kolejny do sporów wokół osoby Grassa- a to jest dowodem na to, jak bardzo kontrowersyjną i dzielącą opinię publiczną postacią przede wszystkim w Niemczech jest Grass. Sama dyskusja miała jednakże wydźwięk raczej polityczno- historyczny, aniżeli literacki: można było odnieść wrażenie, że autobiografia tworzy tylko tło do sądu nad Grassem, gdyż zainteresowano się głównie tym kontrowersyjnym epizodem z życia pisarza. Fakt przynależności 17-letniego Grassa do służb Waffen-SS tak naprawdę nie zmienia obrazu historii ani nie otwiera też innej perspektywy na II wojnę światową. Ta debata i szum medialny były okazją, szczególnie dla przeciwników Grassa do wyrównania starych porachunków, do publicznego zlinczowania niemłodego już pisarza, który miał odwagę uważać się za moralistę, którego należy słuchać, aby nie popełnić w przyszłości tych samych błędów. Erika Steinbach, przewodnicząca Związku Wypędzonych poprzez spór wokół osoby Grassa dążyła do odwrócenia uwagi od krytycznych głosów na temat projektu budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom. Z cynizmem, jako rzekomy obrońca polsko-niemieckiego pojednania zażądała od Grassa, aby ten wszystkie dochody ze sprzedaży autobiografii przekazał na rzecz polskich ofiar wojny. Pojawiły się również głosy, że Grass nie zasłużył na Nagrodę Nobla i zapewne nie otrzymałby jej, gdyby wcześniej wyznał prawdę. Żądna sensacji opinia publiczna miała doskonałą okazję, aby przedstawić Grassa jako osobę niewiarygodną, a jego polityczni przeciwnicy dążyli do zniszczenia jego spuścizny, bo przecież Grass jednak ma swoje zasługi nie tylko w literaturze, lecz również w polityce, co się nie wszystkim podobało… Obrońcą pisarza był m.in. Walter Kempowski, który zacytował Biblię: „Kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień”. Nawet dość sceptycznie nastawiony do twórczości Grassa krytyk Marcel Reich Ranicki po dość długim milczeniu wypowiedział się przychylnie o pisarzu. Bardzo ciekawym zjawiskiem przy okazji tej debaty była reakcja młodego pokolenia na spowiedź Grassa- młodzi pisarze jak Eva Menasse czy Michael Kumpfmüller potraktowali tę debatę jako wielki zjazd starych intelektualistów, którzy ciągle wracają do historii i ciągle chętnie mówią o sobie pod kątem: Hitler i ja. Młodzi nie chcą już ciągle wracać do przeszłości, do której wracają Grass i jego pokolenie, oni pytają o przyszłość i teraźniejszość, o to, co jest tu i teraz, o to, co jest ważne dla młodego pokolenia Niemców i Europejczyków- II wojna światowa i Hitler, czy prawa człowieka, konflikt w Izraelu i zamachy terrorystyczne? Młodzi intelektualiści chcą debatować, ale nie o istocie nazizmu, do którego ciągle nawiązuje Grass, oni chcą się uwolnić od takich nauczycieli narodu, uwolnić się od takich autorytetów.
Warto zwrócić uwagę na reakcję polskich publicystów czy też pisarzy na tę niespodziewaną wiadomość, a właściwie spowiedź. Na początku politycy, głównie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości chcieli odebrać Grassowi honorowe obywatelstwo Gdańska, polscy intelektualiści jednak stanęli w obronie pisarza- Adam Michnik w Gazecie Wyborczej przypomniał o zasługach Grassa dla polsko- niemieckich stosunków, podkreślał też tragedię pokolenia Grassa, uwikłanego nie z własnej winy w nazizm i wojnę. Godnym zauważenia gestem był list otwarty polskich pisarzy i twórców, m.in. Wisława Szymborska i Stefan Chwin podpisali się pod tym listem, który bez ogródek potępił nagonkę polityczną na Grassa.
W Niemczech natomiast, ku zdziwieniu wielu intelektualistów, media z wielka satysfakcją próbowały wykorzystać przyznanie się Grassa, wskazywały na zakłamanie. Pozycja książkowa wydana przez Martina Kölbela, składająca się z zebranych artykułów prasowych dokładnie unaocznia bezwzględność i surowe oceny dziennikarzy. Media niemieckie sugerowały, że Grass w ogóle nie miał prawa pouczać społeczeństwa niemieckiego, nie powinien był wytykać błędów i zbrodni przeszłości, gdyż sam nie należy do niewinnych i nie potrafił się przyznać wcześniej do służby w Waffen-SS. O ile tutaj o jakiejkolwiek winie w ogóle można mówić. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż krytycy jak i dziennikarze często mówią o członkostwie Güntera Grassa w Waffen-SS, co jest zupełnym absurdem. Kto choć trochę orientuje się w historii II wojny światowej, doskonale wie, że szczególnie już pod koniec wojny młodzi chłopcy byli przymusowo powoływani do Wehrmachtu czy do Waffen-SS. Członkostwo wskazuje na samowolne przystąpienie i należenie do czegoś, można być członkiem partii politycznej, ale na pewno nie członkiem Waffen-SS.
Część niemieckich intelektualistów nie potrafiła zrozumieć, dlaczego wyznał prawdę tak późno, dlaczego nie w latach jego największego zaangażowania w polityce. Nie dopuszczano do myśli, że laureat literackiej Nagrody Nobla i instancja moralna Niemiec mógł kryć ten fakt tak długo i stąd to poruszenie- skoro ktoś czegoś nie wyjawił wcześniej znaczy, że był świadomy, że może sobie zaszkodzić, bądź wiedział, że było to złe. Owszem- Grass nie jest dumny z tego, że w jego biografii można znaleźć również taki rozdział, mówi nawet o odczuwanym wstydzie, ale godne podziwu i uszanowania jest jednak to, że zdobył się na odwagę, by się przyznać- była to swego rodzaju publiczna spowiedź. Wprawdzie Grass wielokrotnie wspominał, że do końca wojny wierzył w Hitlera i nazizm, to jednak za samo wcielenie do Waffen-SS nie odpowiada. Dopiero po Procesach Norymberskich odkrył swoje zaślepienie i zrozumiał w co wierzył.
Stefan Chwin napisał w Rzeczpospolitej, jako trafną ripostę skierowaną do prof. Zdzisława Krasnodębskiego, nieprzychylnego Grassowi „kto nie miał w swojej biografii podejrzanych zakrętów i niejasnych zachowań, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Grass rzeczywiście późno wskazał na błąd swej wczesnej młodości, ale na pewno należy docenić jego wysiłek jako przedstawiciela tamtych czasów, który nie odwraca się od historii, trudnej historii swojego kraju, lecz wciąż stawia jej czoła i się z nią rozprawia na swój sposób.
Z perspektywy roku 2008, zważając również na huczne obchody 80-tych urodzin Grassa w październiku 2007 można zbilansować, iż ta medialna wrzawa dotycząca wyznania Grassa nie podważyła autorytetu pisarza, a utwierdziła jedynie w przekonaniu, że Grass nadal jest osobą kontrowersyjną i dzielącą społeczeństwo niemieckie.